|
2 kadencja, 59 posiedzenie, 2 dzień (14.09.1995)8 punkt porządku dziennego: Sprawozdanie Komisji Polityki Przestrzennej, Budowlanej i
Mieszkaniowej, Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów,
Komisji Polityki Społecznej, Komisji Samorządu Terytorialnego oraz
Komisji Ustawodawczej o rządowym projekcie ustawy o niektórych formach
popierania budownictwa mieszkaniowego oraz o zmianie niektórych ustaw
(druki nr 976 i 1204). Poseł Roman Nowicki:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przed chwilą, jak państwo posłowie
widzieliście, miałem kontakt trzeciego stopnia z sympatycznym
przedstawicielem BBWR. On mi zadał pytanie: ˝Co będzie, panie Nowicki,
jak przepadną pana wnioski mniejszości? Jak pan myśli, jak powinniśmy
się zachować? Głosować za projektem rządowym czy nie?˝ Poradziłem mu, z
ciężkim sercem, żeby głosować za projektem rządowym, bowiem obawiam
się, że układ jest taki, że jak nie przeforsujemy projektu rządowego,
to pokaże nam się figę z makiem. I racje tutaj nie mają żadnego
znaczenia. Z ciężkim sercem poradziłem, żeby koledzy poparli. Pan
wcześniej miał taki pogląd i dziękuję, że taka opinia została przez
BBWR wyrażona, że zostanie poparty projekt rządowy w przypadku, jeżeli
przepadną moje wnioski mniejszościowe. I
druga sprawa. Proszę państwa jestem tu na straconej pozycji. Moją
szansą są posłowie prości, normalni, nie uwikłani w układy, którzy
siedzą i być może słuchają tego, co teraz mówię. Przegrywam na skutek
pewnych manipulacji i układów. I powiem dlaczego. Bronię tutaj honoru
prostych posłów, którzy chcą od czasu do czasu przedstawiać swoje
inicjatywy i żądają, żeby ich szanować, jak należy, i z nimi
dyskutować. Jak to się mogło stać, że projekty rządowy i poselski
zostały złożone w maju i projekt poselski ani razu nie miał szans na
konfrontację? Nie można było do projektu rządowego nic wnieść, bo jest
to inna filozofia patrzenia na te sprawy. To nie jest kwestia
zgłoszenia wniosków w komisjach. To jest sprawa innej optyki, innej
filozofii. I jak to się stało, kto to spowodował, dlaczego tak się
stało? Jak to się dzieje, że na posiedzeniu prezydium jednego z klubów
wydaje się wyrok na projekt poselski bez udziału posła, który
reprezentuje ten projekt? Idę na spotkanie i słyszę, że prezydium
proponuje odrzucić projekt poselski i poprzeć rządowy. Pytam: A czy był
ktoś, kto ma inne zdanie? Czy był Nowicki, który złożył projekt
poselski? Nie, ale my tak uważamy. Proszę
państwa, tych przykładów jest wiele. Przecież to skandal. Jak to się
dzieje, że forsowany jest projekt rządowy, który jest 2-3 razy droższy
od projektu, który ja proponuję? Czy ktoś ze mną na ten temat
rozmawiał? Bronię w tych sprawach waszego poselskiego honoru. Dlaczego
pani minister Blida przez cztery miesiące nie miała czasu spotkać się
ze mną? Prosiłem ją o rozmowę przed wniesieniem projektu rządowego na
posiedzenie Sejmu. Nie powiem, co powiedziała, ale nie miała czasu. A
potem kilkanaście razy dzwoniłem do sekretariatu - żadnej odpowiedzi,
że możemy się spotkać. Co to jest? Przecież to są pieniądze!
Mam pytanie: Kogo reprezentuje pani minister Blida? Czy pani minister
Blida reprezentuje rząd? Jeżeli rząd, to powinna się cieszyć, że jest
inny projekt. Powinna go ˝olać˝, jeśli jest zły, powinna spowodować,
żeby on upadł. Ale powinna to ˝rwać˝ - panie Nowicki, to jest szansa,
może mniej wydamy z tego biednego budżetu. Nic takiego się nie stało.
No, to może pani minister reprezentuje wąski interes resortowy i grupę
osób, która przygotowała ten projekt dzisiaj rozpatrywany.
Otóż takie przykłady mógłbym państwu mnożyć. Będę o tym mówił, jeśli
będę miał szansę, na najbliższym posiedzeniu mojego klubu i przytoczę
wówczas wiele przykładów. Bo tak jest z ustawą samorządową, tak jest z
ustawą, o której mówimy, i z szeregiem innych. 2 kadencja, 59 posiedzenie, 2 dzień (14.09.1995)8 punkt porządku dziennego: Sprawozdanie
Komisji Polityki Przestrzennej, Budowlanej i Mieszkaniowej, Komisji
Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów, Komisji Polityki Społecznej,
Komisji Samorządu Terytorialnego oraz Komisji Ustawodawczej o rządowym
projekcie ustawy o niektórych formach popierania budownictwa
mieszkaniowego oraz o zmianie niektórych ustaw (druki nr 976 i 1204). Poseł Roman Nowicki:
Przepraszam, ale niech już pan marszałek nie rozwija
tego tematu, bo ja dobrze pana marszałka zrozumiałem, tak że proszę mi
dać też coś powiedzieć. Otóż dobrze, będę się
trzymał tematu. Dlaczego uważam, że projekt rządowy ma liczne wady?
Przede wszystkim dlatego, że jest to projekt monopolistyczny, który w
sposób monopolistyczny daje bankom nasze pieniądze na budownictwo
mieszkaniowe, a do tego, jak to było zapisane, daje je bankom w
systemach non profit. Doświadczenia w tym obszarze z bankami mamy.
Obawiam się, że rachunki kosztów, które nam wystawią banki, będą bardzo
wysokie. Chciałbym też powiedzieć, że projekt
rządowy uzależnia oprocentowanie kredytów od inflacji i w tym zakresie
wyważa drzwi, które są otwarte. Systemy, które funkcjonują na świecie -
będę mówił o tym przy okazji przedstawiania mojego projektu - stosują
nieco inne zasady w tym zakresie: stałe oprocentowanie wkładów do
takiej kasy i stałe oprocentowanie kredytów. Uważam więc, że jest to
istotna wada. Sądzę również, że dużą wadą tego
projektu - i tutaj prawdopodobnie usłyszę chichot ministra
Modzelewskiego - jest to, że wszędzie, w innych kasach tego typu, rządy
dopłacają na imienne konta oszczędzających; wszędzie bowiem dopłaca się
do kas mieszkaniowych. Natomiast w systemie rządowym będzie to ulga od
podatku. Ulga od podatku nigdy nie wróci do kasy, bo jak człowiek się
rozlicza z fiskusem, to ma problemy finansowe. W takim razie obniżamy
tutaj ten układ i tę szansę kas mieszkaniowych.
Z naszych wyliczeń wynika, że na skutek przyjętych rozwiązań
dotyczących kas rządowych za kilka lat kasy te stracą płynność. Mamy na
to dokumenty, których nie mieliśmy czasu nigdzie przedstawić; wysłałem
wam je w listach. Kasy stracą płynność i będą musiały być finansowane
kredytami przez fundusz mieszkaniowy. Nikt nie wyliczył, ile to będzie
kosztowało. Kredyty trzeba będzie spłacać. Nie będą to darmowe kredyty.
Policzyliśmy, zrobiliśmy taką symulację - będzie to nas kosztowało
bardzo dużo. Chciałbym też powiedzieć - to
jest ostatnia uwaga - że wszędzie, w innych krajach funkcjonują banki
na zasadzie ich wyodrębnienia i na zasadzie ustaw bankowych. U nas
oddanie tej sprawy w ręce banków jest groźne, o czym się państwo
niedługo przekonacie. Na świecie banki są wyodrębnione, chronione
odrębnymi ustawami. Na koniec chcę powiedzieć,
że mój wniosek w gruncie rzeczy jest kompromisowy. Uważam, że
należałoby przyjąć projekt rządowy bez kas mieszkaniowych, aczkolwiek
tłumaczy mi się, że to nie może tak być. Uważam, że może. Mógłby być
tam fundusz mieszkaniowy i mogłyby być towarzystawa budownictwa
społecznego. Natomiast należałoby ponownie rozpatrzyć w komisjach
sprawę kas mieszkaniowych i kas budowlanych oraz przyjąć rozwiązanie
optymalne. Proszę państwa, w kraju nie ma dużo pieniędzy. Jeżeli rząd
chce zrobić wysiłek i dopłacać do kas, to niech policzy te pieniądze i
niech się zastanowi, żeby nie utopić ich w takiej inicjatywie, jaką był
kiedyś Bud-Bank, z którego się cieszyliśmy, a były to kredyty
hipoteczne, które nie wypaliły itd. Zawsze uważaliśmy, że to są dobre
rozwiązania, a one efektów nie przyniosły.
Przepraszam za emocje, które towarzyszyły mojemu wystąpieniu, ale jest
mi po prostu smutno i przykro. Chcę być posłem, który czuje swoje
posłannictwo i reprezentuje prawdziwe interesy wyborców. Dlatego po
prostu jest mi przykro. (Oklaski) 2 kadencja, 59 posiedzenie, 2 dzień (14.09.1995)9 punkt porządku dziennego: Pierwsze
czytanie poselskiego projektu ustawy o kasach budowlanych i wspieraniu przez
państwo oszczędzania na cele mieszkaniowe (druk nr 1053). Poseł Roman Nowicki:
Odpowiem tylko na kilka spraw, które poruszyła pani
minister Blida. Właściwie generalną zasadą jest to, że jak się nie ma
argumentów, to się mówi o sprawach pobocznych i używa się słów, których się
nie powinno używać.
Kilka uwag, które jak gdyby potwierdzają to, co
chciałbym powiedzieć.
Po pierwsze, poświęciłem bardzo dużo wysiłku i czasu,
żeby przedstawić państwu mechanizmy funkcjonowania tych kas i żeby powiedzieć,
że jest to system, który zdał egzamin w Europie i jest po prostu dobry. Pani
minister zapewne miała wcześniej napisane swoje przemówienie, bo nie słuchała
tego, że mówiłem między innymi o tym, że te 40%, które jest w naszej ustawie,
nie musi być czterdziestoma procentami. To może być dwadzieścia kilka procent.
W każdym razie powtarzanie tych 40% po moich wyjaśnieniach świadczy o tym, że
po prostu się nie słuchało tego, co mówiłem. Powtarzanie, że tych wypłat tutaj
jest 100%, a tutaj 150%, nie ma sensu. Cały ten mechanizm dokładnie państwu
wyjaśniałem, myślę, że nie powinien on budzić większych zastrzeżeń i na pewno
jeszcze do niego wrócimy.
Nie chciałbym mówić w szczegółach o sprawach związanych
z kosztami dla budżetu, ale możemy siąść i porozmawiać na ten temat. Chciałbym
jednak powiedzieć, że według symulacji, którą przeprowadziliśmy, przy
porównywalnych udzielanych kredytach - założyliśmy, że to będzie 600 tys.
kredytów rocznie - koszty obsługi kas mieszkaniowych w systemie rządowym w
ciągu 15 lat wyniosą ok. 344 bln zł, licząc w starych pieniądzach, a koszty
obsługi kas z tytułu premii dopłacanych indywidualnie do oszczędzających w
kasach w systemie niemieckim, tak to nazwijmy, wyniosą 141 bln zł, co oznacza,
że system ten jest ponaddwukrotnie tańszy dla budżetu. Oczywiście, kiedy
siądziemy w komisjach, i z woli pań posłanek i panów posłów wrócimy do tego
tematu, to te rachunki sprawdzimy. Ale taka jest prawda, że siermiężny, ale
polski system będzie kosztował budżet około dwa razy więcej niż system, który
moglibyśmy przejąć, by nie wyważać drzwi, które są otwarte.
Chciałbym podziękować państwu. Nie będę dalej dyskutował
z panią minister, bo to nie ma sensu, mogłoby bowiem dojść do jakichś
dodatkowych, niepotrzebnych starć. Nie będę nawet komentował. Natomiast na
koniec chciałbym podziękować tym posłom i tym klubom, które mnie poparły,
które stworzyły szansę na to, że być może będziemy ten projekt rozpatrywali w
komisjach. Chciałbym podziękować mojemu dobremu koledze Wiechciowi...
Wiecheciowi, przepraszam, nie wiem jak to się odmienia - wybacz mi - który
musiał wykonać trudne zadanie, referować wniosek przeciwny do mojego projektu,
chociaż znam jego osobiste poglądy w tej sprawie. Dziękuję bardzo. Chciałbym
powiedzieć państwu również, że sądzę, iż na dalszą argumentację i wymianę
poglądów będzie czas w komisjach, na to liczę.
Stwórzmy więc sobie nawzajem tę szansę, nie obstawajmy
bezkrytycznie przy rozwiązaniach, które wymyśliliśmy pół roku temu, a potem
nie chcemy dopuścić do tego, żeby w tych rozwiązaniach coś zmienić czy wnieść
do nich cokolwiek nowego. (Oklaski) Przebieg posiedzenia 2 kadencja, 52 posiedzenie, 3 dzień (23.06.1995)
18 i 19 punkt porządku dziennego:
18. Sprawozdanie
Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów, Komisji Polityki
Przestrzennej, Budowlanej i Mieszkaniowej, Komisji Polityki Społecznej oraz
Komisji Samorządu Terytorialnego w sprawie przedłożenia rządowego: Założenia
polityki mieszkaniowej państwa - projekt rezolucji (druki nr 694 i 944).
19. Pierwsze czytanie komisyjnego projektu
uchwały w sprawie polityki mieszkaniowej państwa w okresie transformacji
społeczno-gospodarczej (druk nr 1018). Poseł Roman Nowicki:
Panie Marszałku! Panie Posłanki i Panowie Posłowie!
Ponieważ miałem wrażenie, że pani minister poczuła się urażona moim poprzednim
wystąpieniem, chciałbym powiedzieć, że kiedy mówię o budownictwie, zawsze
mówię o rządzie w całości. Stale prezentuję tezę, że jest tak niedobrze, bo
rząd ciągle chyba nie rozumie, że budownictwo jest niezwykle ważną sprawą.
Proszę panią minister, żeby na moją krytykę w ten sposób patrzyła.
Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, na tle krytyki
opozycji, że krytykując dzisiaj ten dokument, któremu się trochę krytyki
należy, pamiętajmy, że to właśnie rządy lewicowe wykonały niezwykłą pracę, że
właśnie koalicja lewicowa przeforsowała w Sejmie ustawy, które stanowią
fundament urynkowienia budownictwa. Wszystkie rządy poprzednie bały się tego,
bała się prawica, która świetnie wiedziała, że to jest potrzebne Polsce, bo to
był dynamit. I nagle rząd lewicowy podejmuje takie działanie, ma odwagę i
przeforsowuje te ustawy. I dlatego dzisiaj, krytykując założenia polityki
mieszkaniowej, pamiętajmy, że myśmy dokonali tego, czego nie dokonali nasi
poprzednicy.
Na tym tle chciałbym przejść do pewnych uwag
krytycznych, dotyczących założeń polityki mieszkaniowej. Po dłuższej analizie
doszedłem do wniosku, że gdyby rząd napisał dwa zdania, na przykład takie: W
przyszłym roku rząd przeznaczy 2% produktu krajowego brutto na mieszkania -
zamiast 1,2%, zdaje się, czy 1,4% w tym roku. W roku kolejnym rząd przeznaczy
4% produktu narodowego brutto na budownictwo mieszkaniowe, to byłaby to
polityka mieszkaniowa. Bo to jest istota rzeczy w budownictwie. Dopóki
będziemy pięknie pisali, dopóki będą deklaracje, to może dobrze, ale to nie
załatwia sprawy. Muszą się pojawić pieniądze i musi się pojawić determinacja
rządu w tej sprawie.
Chcę państwu przypomnieć cyfry, które są tutaj bardzo
wyraziste i bardzo ważne. W 1992 r. 2,4% produktu krajowego brutto
przeznaczono na budownictwo, w 1993 r. 1,6% produktu krajowego brutto, w 1994
r. - 1,4%. W tym roku jeszcze mniej. Przypomnę wszystkim, którzy zechcą
wysłuchać tego, co mówię: W krajach kapitalistycznych, w których były głębokie
kryzysy, porównywalne z naszym, nigdy nie przeznaczano na budownictwo mniej
niż 4% produktu krajowego brutto. Bo tam poważnie uznawano, że budownictwo
może być motorem wyjścia z kryzysu i wpływa pozytywnie na rozwój jeszcze wielu
innych dziedzin. Jeśli z jednej strony założenia polityki mieszkaniowej są
bardzo dobre, a z drugiej strony są takie działania, to co jest prawdą, co
jest istotą w tej sprawie?
Druga sprawa - VAT. Proszę państwa, spór o VAT przybrał
charakter bardzo publiczny, bardzo emocjonalny, ale przecież z jednej strony
przedkładamy rządowe założenia polityki mieszkaniowej, w których mówimy, że
chcemy, że widzimy problem, że jest półtora miliona bezdomnych rodzin, że to
wszystko doceniamy i pójdziemy do przodu, a z drugiej strony jest manipulacja
przy podatku VAT. W przypadku zwiększenia VAT do 22% w budownictwie koszty
wzrosną do 15%. Spadnie realizacja budownictwa. Nic nie pomoże, żadne zabiegi.
Czy to będzie dodatek 15%, czy 20%, nawet 2% do odliczenia od podstawy
opodatkowania. Nic nie pomoże. Po prostu pójdziemy do tyłu. Zwracam na to
uwagę, bo trzeba sobie zdawać sprawę, że to jest istota rzeczy, a nie
deklaracje.
Muszę powiedzieć i pochwalić materiał, który bardzo
dobrze przedstawia dzisiejszy stan rzeczy w budownictwie. Może zwróciłbym
tylko uwagę, że 1,5 mln samodzielnych gospodarstw domowych bez samodzielnego
mieszkania to są dane Instytutu Gospodarki Mieszkaniowej sprzed trzech,
czterech lat. Ponieważ i pani minister, i ministerstwo zwróciło uwagę, że
ciągle mniej budujemy, niż przyrasta co roku zawieranych małżeństw, należy się
spodziewać, że dzisiaj już około 2 milionów rodzin nie ma odrębnego
mieszkania. To jest skala problemu.
Na koniec chciałbym na krótko przejść jeszcze tylko do
jednego istotnego punktu, a mianowicie do pkt. 8 (część B załącznika), w
którym jest mowa o tanim budownictwie. Proszę państwa, mam wrażenie, że
uzasadnienie wniosku o skreślenie tego punktu - mimo przyjęcia go przez trzy
komisje - było pisane przez kogoś, kto nie wie, o co chodzi.
Chciałbym państwu powiedzieć, że jeżeli chodzi o tanie
budownictwo i program specjalny na 3 lata, to dopóki nie zaczną działać
kredyty kontraktowe, nie będzie żadnych tanich kredytów. Otóż program taniego
budownictwa jest oparty na bardzo poważnych wyliczeniach. Pokażę - tylko tak,
z daleka - to są płachty wyliczeń komputerowych. Są do tego zrobione dwie
ekspertyzy - czyli nie mówimy o tej sprawie tylko po to, żeby mówić. Na
świecie były takie programy, które przynosiły zyski w pierwszych 2 latach.
Program taniego budownictwa - według naszych wyliczeń - to jest 1/3 kredytu
refinansowego, do którego dopłaca budżet państwa, ale w pierwszym i w drugim
roku zyskuje znacznie więcej, niż na to wyda. Na miły Bóg, zrozumcie to w
końcu! Może minister finansów mnie ogląda? W budownictwie trzeba liczyć, a nie
opowiadać dyrdymały, że to się nie opłaca, że budżetu nie stać.
Na koniec jedna sprawa - bym miał satysfakcję i żebyście
państwo wiedzieli, że mówimy w Sejmie o sprawach konkretnych, a nie o bajkach.
Wyliczyliśmy, jak to było z ulgami remontowymi w 1993 r. Pamiętacie:
przegraliśmy tę sprawę kilkoma głosami w Senacie. Mój zespół poselski nosił
wszystkim w zębach materiały i wyliczenia. Dzisiaj policzyliśmy to wstępnie za
1993 r., bo wszystko jest tam już zamknięte, i jeśli ktoś się chce z tym
zapoznać, to niech się zapozna w końcu! Budżet państwa na ulgi remontowe i
mieszkaniowe ulgi inwestycyjne wydał 14 100 mld zł w 1993 r., a do budżetu
wpłynęło około 16 bln zł. Proszę was, zwróćcie w końcu uwagę na to, co mówimy
w tej sali. Ci, którzy twierdzą, że lepiej ulgi przyznać na rzecz kobiet
bezdomnych czy w ogóle bezdomnych, a nie na sprawy mieszkaniowe, nie wiedzą
często, co mówią.
Unia Pracy z uporem lansuje tu poglądy, które nie mają
pokrycia w faktach ani w budżecie. Proszę Unię Pracy, żeby ktoś do mnie
przyszedł i poczytał te materiały, które przede mną leżą. Nie po to pracujemy
nad tym, żeby później z tej trybuny opowiadać populistyczne kawałki.
(Głos z sali: Nie wszyscy.)
Nie wszyscy, dziękuję, oczywiście - nie wszyscy;
chciałbym mieć jak najwięcej sojuszników. Poczytajcie te materiały,
zapoznajcie się z nimi, a zobaczycie państwo, że ta sprawa może ruszyć do
przodu polską gospodarkę. Dlatego będę głosował za założeniami i bardzo was
proszę, poprzyjcie przeze mnie zgłoszony punkt ósmy. Jest wniosek mniejszości,
żeby go skreślić: nie skreślajcie. Pójdziemy do rządu z tymi wyliczeniami,
niech nam pokaże, że nie mamy racji. To będzie okazja, żeby rozmawiać
konkretnie. (Oklaski) Przebieg posiedzenia 2 kadencja, 8 posiedzenie, 1 dzień (29.12.1993) Oświadczenia.
Poseł Roman Nowicki:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Przepraszam, ale to moje
oświadczenie nabiera cech dramatu, dlatego że na chwilę wyjechałem samochodem,
żeby coś zabrać, i było włamanie, skradziono mi masę cennych rzeczy z
samochodu, tak więc przepraszam, że tak prosto z drzwi wchodzę, żeby złożyć
oświadczenie - nawet bez kartki. Jestem dzisiaj w trudnej sytuacji.
Wysoki Sejmie! Panie Posłanki i Panowie Posłowie!
Chciałem w dzisiejszym oświadczeniu krótko tylko powiedzieć o jednej sprawie.
Otóż kilka tygodni temu zostałem wymieniony z ambon woj. ostrołęckiego jako
ten naganny poseł, który ośmielił się podpisać inicjatywę poselską dotyczącą
złagodzenia przepisów antyaborcyjnych. Przyjmuję to z pokorą. Nawet mi to
przysporzyło pewnego rozgłosu. Muszę powiedzieć uczciwie, że konferencje
prasowe, które organizuję w Ostrołęce na temat mojej dobroczynności czy
działań prospołecznych na rzecz biednych ludzi, niesprawnych ludzi, przynoszą
znacznie mniejszy efekt niż jedno kazanie z ambony. Masa ludzi bowiem zaczepia
mnie na ulicy: panie Nowicki, myśmy tutaj słyszeli, że niezbyt dobrze się o
panu wyrażano. Nie mam z tego powodu specjalnych stresów, ale chciałbym przy
tej okazji zaapelować o jedną, być może, ważną sprawę. Jeżeli mnie tam ktoś
słyszy i Ostrołęka się dowie o mojej wypowiedzi, to chciałbym prosić o jedno,
żeby Kościół również był łaskaw - hierarchia kościelna - pomóc w naszych
pracach, w realizacji naszych inicjatyw. Jeżeli coś dobrego zrobimy dla
środowiska, pomożemy w jakiejś ważnej sprawie, pomożemy załatwić dla kalekich
ludzi, nie wiem - autokar, zrobimy coś, co jest ważne dla tych ludzi, dla tej
miejscowości, dla tego województwa, to niech Kościół o nas nie zapomina. Niech
powie z ambony, że Nowicki Roman, aczkolwiek obcej opcji, zrobił to i to
dobre. I wtedy będzie równo, i wtedy będzie tak zwana sprawiedliwość Boża.
Otóż nawołuję do tej sprawiedliwości Bożej. Przebieg posiedzenia
2 kadencja, 37 posiedzenie, 2 dzień (15.12.1994)
10 punkt porządku dziennego: Założenia
polityki mieszkaniowej państwa (druk nr 694).
Poseł Roman Nowicki:
Szanowna Pani Marszałek! Szanowne Panie Posłanki!
Szanowni Panowie Posłowie! Zacznę od tego, o czym powiedział występujący
niedawno mój kolega z Unii Wolności. Otóż ilustracją zainteresowania tak
ważnym problemem, jakim jest budownictwo mieszkaniowe, są te oto ławy rządowe.
Popatrzcie państwo, samotna Blida - minister budownictwa, a tu mówimy o
programie rządowym. Mówimy o tym, że rząd jest zdeterminowany; mówimy o tym,
że rząd nareszcie zrozumiał.
Przepraszam bardzo, w dalszym ciągu mam pewne
wątpliwości i obawy, czy będzie to jakiś krok do przodu. Tragedią ostatnich
programów i prób rozwiązania problemu mieszkaniowego było to, że rządy po
prostu nie rozumiały i nie doceniały wagi tego problemu. Ministrowie byli
samotni, tworzyli programy; my cieszyliśmy się pół roku, a potem dokładnie nic
z tego nie wynikało.
Proszę państwa, gdyby u nas, w Polsce, budownictwo mogło
zależeć od liczby słów, które padły, i od liczby programów, to bylibyśmy na
pewno na pierwszym miejscu. W każdym razie sytuacja dzisiaj jest taka, że
gadamy, że mówimy, że robimy programy - i mamy pierwsze miejsce na świecie,
jeśli chodzi o tę sprawę. Natomiast jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie,
jeśli chodzi o budownictwo mieszkaniowe. Przykro mi o tym mówić, tym bardziej
że przedstawiciele mojej opcji politycznej obiecywali, że wprawdzie
budownictwo nie ruszy ostro do przodu, lecz trend spadkowy zostanie zahamowany
- przynajmniej zahamowany - bo wiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Otóż tego
słowa danego w wyborach nie dotrzymujemy i jest to smutna refleksja.
Chciałbym też zwrócić uwagę na kwestię, która się wiąże
z tym dokumentem. Dla mnie dzisiaj jest on właściwie mało ważny, jest bowiem
pretekstem, żeby na wysokim forum Sejmu poruszyć te zagadnienia i jeszcze raz
wrócić do nich w sposób poważny. Jakże można dyskutować o programie rządowym
polityki mieszkaniowej w Polsce, jeżeli niedawne wydarzenia spowodowały taką
oto sytuację. Budżet ministerstwa budownictwa na rok przyszły jest gorszy niż
w tym roku. Jak można mówić o postępie w budownictwie? Mało tego, poważna
część tego budżetu, a właściwie ponad 50%, jest przeznaczona na zaszłości: na
różnego typu dopłaty, zasiłki mieszkaniowe - a nie na rozwój, na postęp, na
budowę nowych osiedli. Cofnięto ulgi remontowe, pół roku zajmowaliśmy się tym,
żeby były ulgi remontowe, a przeważyły opcje socjalne, opcje irracjonalne.
Dzisiaj z tej trybuny Unia Pracy też o tym mówiła. Muszę powiedzieć, że w
dalszym ciągu mam wątpliwości, czy w ogóle rozumiemy, o co chodzi. Jeszcze raz
powtórzę: są ulgi dla biednych ludzi, są ulgi dla matek z dziećmi i są takie
ulgi, które mają pobudzić koniunkturę. Te ulgi są dla ludzi, którzy mają
pieniądze. Taka musi być prawidłowość w gospodarce kraju, który dąży do
kapitalizmu. Nie można wszystkiego podporządkować bieżącym potrzebom
socjalnym. Trzeba o tym pamiętać, aczkolwiek wyrośliśmy przecież z tego pnia,
z tych, którzy dbają o sprawy socjalne. To są smutne refleksje.
Nie będę mówił o tym, jaka jest sytuacja w budownictwie.
Ona jest więcej niż kompromitująca. W tym roku oddamy 65 tys. mieszkań, proszę
państwa, to jest mniej niż tuż po drugiej wojnie światowej. Milion mieszkań
trzeba wyburzyć - te, w których mieszkamy - dlatego że nie były remontowane.
Dwa miliony rodzin w Polsce nie ma własnego mieszkania albo - mówiąc
prawidłowo: dwa miliony samodzielnych gospodarstw domowych nie ma
samodzielnego mieszkania i żadnych perspektyw na rozwiązanie tej sprawy za
swojego życia, a być może - i na pewno już - za życia swojego dziecka, biorąc
to globalnie, bo jakieś osoby zbudują w końcu mieszkanie. Taką oto mamy
dzisiaj sytuację.
Zastanawiałem się, czy mam się dołączyć do tych, którzy
znowu mówią o budownictwie bez sensu. Szukam sposobu. Ważna jest istota
rzeczy, ważny jest ten punkt, który zdecyduje o tym, że zmienimy swoje
poglądy, że rząd zmieni poglądy i pójdziemy do przodu. Czy jest taki punkt?
Przypomnę krótko historię sprawy. Kiedyś, zajmując się budownictwem - a
zajmuję się nim kilkadziesiąt lat i ciągle wierzę, że znajdzie się w końcu
rozwiązanie tego problemu - stawiałem na sumienia polityków. Nawoływałem:
bieda w kraju, nie ma gdzie mieszkać, mamy rządy, które są socjalistycznymi
rządami - nie obudziło się sumienie polityków. Nie wygraliśmy tej sprawy.
Następna faza była wtedy, kiedy tworzyłem duże organizacje, żeby siłą załatwić
tę sprawę. Taką organizacją była rada mieszkaniowa przy Radzie Ministrów,
którą kiedyś wymyśliłem i zaproponowałem, żeby ją stworzyć. Premier był
szefem. Myślałem, że gdy wykrzyczymy problemy mieszkaniowe przy premierze, to
on przełoży to na język praktyki. Nawiasem mówiąc, w tej komisji mieszkaniowej
był Paszyński, profesor Chrzanowski i tak dalej, czyli również opozycja. Nie
wygraliśmy.
Czy jest w takim razie inny sposób? Otóż od pewnego
czasu mówimy o tym, proszę państwa, że to jest interes. Dopóki rząd nie
zrozumie, że to jest interes, a nie dopust boży, dopóty nic się w budownictwie
nie wydarzy - mimo najlepszej polityki, która ma nas uspokoić na dalsze pół
roku albo rok. To jest dobry dokument, dobrze napisany. W większości się z nim
zgadzam. Chwała pani minister za ten dokument, ale jeżeli nie wesprze pani
cały rząd i nie zostaną skierowane na to pieniędze ze względu na to, że jest
to interes, to w takim razie nie będzie budownictwa.
Chciałbym, proszę państwa, zakończyć swoje wystąpienie
taką oto informacją. Tak jak przy remontach, gdy jako jedyni przedstawiliśmy -
my, posłowie - wyliczenia, które wskazywały, że jeżeli damy ulgi mieszkaniowe,
to więcej wpłynie do budżetu niż budżet straci na te ulgi, tak w tej chwili,
po dwóch latach, z naszej inspiracji, z mojej też, Instytut Gospodarki
Mieszkaniowej zakończył badania w Polsce na temat: czy budownictwo
mieszkaniowe to jest interes, czy też dopust boży. Dwa lata, komputery,
wielkie głowy, oni to liczyli. I wyliczyli, że to jest interes, że różne kraje
na świecie wychodziły z kryzysu. Dopóki rząd tego nie zrozumie, dopóki premier
nie wyda polecenia, żeby wszyscy ministrowie to przeczytali albo nauczyli się
tego na pamięć, dopóki marszałek Sejmu nie kupi tych broszur, nie da wszystkim
posłom, to my właściwie nie mamy o czym mówić, bo będziemy mówili o
budownictwie w kategoriach socjalnych, a to jest bez sensu. Rozmowy o tym, że
jeśli będzie ulga, to wyjmujemy z budżetu i zabieramy biednym ludziom, wołają
o pomstę do nieba. Ktoś się chce podlizać swoim wyborcom i opowiada takie
banialuki, tymczasem to jest kwestia interesu. To jest kwestia wyjścia z
kryzysu gospodarczego. W związku z tym uważam, że czeka nas dyskusja w
komisjach sejmowych oraz jeszcze jedna dyskusja na tej sali. Przygotujmy się
do niej i zróbmy jakiś krok do przodu, wyjdźmy z impasu, nie mnóżmy programów,
słów, bo z tego przecież nic nie wynika.
I na koniec. Proszę państwa, trzy razy związek
bezdomnych, który kiedyś powołałem, składał kolejnym rządom program tzw.
pierwszego w życiu mieszkania. Było to coś w rodzaju robót publicznych. Na to
były odpowiednie kredyty i można było rozwinąć takie budownictwo. Jeżeli
znajdę tutaj sojuszników, którzy się odważą podpisać ten mój dokument,
przygotujemy program szybkiego, taniego budownictwa, program pod hasłem
˝pierwsze mieszkanie w moim życiu˝. Może uda nam się ten program przeforsować
i to będzie krok do przodu, niezależnie od tych instytucji. Skupmy się na
dyskusji, która przed nami, żeby nie była ona tylko czczym gadaniem.
(Oklaski) Przebieg posiedzenia 2 kadencja, 106 posiedzenie, 1 dzień (07.05.1997)
7 punkt porządku dziennego: Sprawozdanie
Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów, Komisji Polityki
Przestrzennej, Budowlanej i Mieszkaniowej, Komisji Samorządu Terytorialnego
oraz Komisji Ustawodawczej o poselskim projekcie ustawy o kasach budowlanych i
wspieraniu przez państwo oszczędzania na cele mieszkaniowe (druki nr 1053 i
2272). Poseł Roman Nowicki:
Mógłbym zadawać panu ministrowi bardzo wiele pytań, ale
ograniczę się do dwóch, ponieważ nie chciałbym przedłużać tej dyskusji.
Pierwsze pytanie, proszę mi wybaczyć pewną, być może,
niezręczność tego pytania, ale chciałbym pana ministra zapytać, czy pan czytał
ostatnią wersję ustawy, o której dzisiaj mówimy? Chciałbym, panie ministrze,
powiedzieć, że uwagi ministra finansów w zakresie, o którym pan mówił, w
większości zostały przyjęte. Chciałbym panu powiedzieć również, że nie jest
prawdą, iż nie ma zabezpieczeń wmontowanych w ostatnią wersję ustawy. Nie
można korzystać z różnych kas, nie można korzystać jednocześnie z ulg.
Minister finansów prosił, żeby spisy tych, którzy korzystają z kas, były
robione co roku i przekazywane do urzędów skarbowych . Taki zapis został
wprowadzony, a więc proszę nie dezinformować opinii publicznej oraz posłów.
Drugie pytanie, konkretne. Panie ministrze, czy pan jest
w stanie dziś nam odpowiedzieć, czy przez stronę rządową został zrobiony
rachunek, ile kasy wniosą do budżetu. Proszę wiedzieć o tym, że pieniądze,
które się pojawiają na rynku w postaci kredytów na remonty oraz kredytów na
inwestycje, coś robią na tym rynku, że ludzie, którzy wejdą do kas, nie będą
mogli korzystać z ulg remontowych i z ulg inwestycyjnych. A więc suma, którą
budżet wypłacił - 20 bln zł - na te sprawy, tym razem się zmniejszy. Czy
resort może nam dzisiaj przedstawić drugą stronę rachunku? - bo jak zwykle
zachowuje się tak jak główny księgowy, przedstawia jedną stronę i niezupełnie
prawdziwą. Czy jest druga strona? Proszę nam ją pokazać. Jaka jest symulacja
wpływów do budżetu w związku z tą sprawą w ciągu najbliższych pięciu lat?
Proszę też bilionami operować. Przebieg posiedzenia
2 kadencja, 3 Zgromadzenie Narodowe, 4 dzień (27.02.1997)
1 punkt
porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia
Narodowego o projekcie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej drugie
czytanie.
Poseł
Roman Nowicki:
Panie
Marszałku! Wysokie Zgromadzenie Narodowe! Wiele wskazuje na to, że
żmudne prace nad przygotowaniem nowej Konstytucji Rzeczypospolitej
Polskiej mogą się zakończyć sukcesem. Niezwykła determinacja wielu
bardzo różniących się od siebie ugrupowań politycznych i wybitnych
osobistości życia publicznego w chęci doprowadzenia do końca tego
historycznego dzieła budzi podziw i uznanie. Obecnie prowadzone
konsultacje i poszukiwania konsensusu z ugrupowaniami i organizacjami,
które nie wykorzystały danego sobie czasu i przyjętych procedur
demokratycznych, są niezwykłym świadectwem determinacji Sejmu i Senatu
w dążeniu do uchwalenia konstytucji godnej narodu, który zadziwił świat
Konstytucją 3 maja i który w 1989 r. zapoczątkował w Europie upadek
systemów totalitarnych. Wyciągnięcie ręki do opozycji
pozaparlamentarnej i opozycyjnych związków zawodowych nie może być w
żadnym wypadku traktowane jako dowód słabości. Przeciwnie, jest to
ważny sygnał dla całego narodu, że nie zaniedbuje się żadnej szansy,
żeby ponad podziałami, ponad często kompromitującymi sporami i
kłótniami polityków, dać wszystkim szansę uczestniczenia w tym wielkim
dziele tworzenia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Naród oceni,
kto tę szansę chce wykorzystać dla dobra kraju i dla wielkiej
przyszłości, a kto dla doraźnych celów politycznych i prowincjonalnych
rozgrywek.
Nie
trzeba mieć wielkiej wyobraźni, żeby sobie uzmysłowić, co by się
działo, gdyby zdecydowaną większość w obecnym parlamencie miały partie
typu ROP i ZChN. Oczywiście nikt by wtedy nie pytał o zdanie PSL, Unii
Wolności, Unii Pracy, jeżeli te partie byłyby poza parlamentem.
Niestety, już w dotychczasowych wystąpieniach mieliśmy okazję usłyszeć
wiele demagogii i przemówień pasujących raczej do bieżących potrzeb
kampanii wyborczej, a nie do wielkiego dzieła tworzenia Konstytucji RP.
Chciałbym więc jeszcze raz przypomnieć kilka faktów, o których
częściowo była już tutaj mowa.
Konstytucja jako prawo szczególnej wagi jest przyjmowana w określonym
trybie. Tryb ten został uchwalony przez dzisiejszych jego krytyków
wtedy, gdy dzierżyli oni władzę w Polsce, dokładnie 23 kwietnia 1992
r., gdy premierem rządu popieranego przez ˝Solidarność˝ był Jan
Olszewski. Dzisiaj pierwszy urąga on Zgromadzeniu Narodowemu i chce
łamać prawa przez siebie ustalone, kiedy były dla niego i dla jego
opcji politycznej wygodne. W przyjętej wówczas wyraźną większością 2/3
głosów ustawie oraz w opracowanym na jej podstawie regulaminie
Zgromadzenia Narodowego napisano: ˝Konstytucję Rzeczypospolitej
Polskiej, uchwaloną przez Sejm i Senat połączone w Zgromadzenie
Narodowe, przyjmuje naród w drodze referendum konstytucyjnego˝. To były
˝ich prawa˝, które my dzisiaj chcemy respektować.
Wymieniono tam również, kto może zgłaszać projekty konstytucji: Komisja
Konstytucyjna, 56 członków Zgromadzenia Narodowego, prezydent
Rzeczypospolitej Polskiej. Ustawa wówczas nie przewidywała projektów
obywatelskich, wnoszonych z zewnątrz (ustawa, przypomnę, przyjęta przez
Sejm ˝Solidarności˝, przez Sejm Jana Olszewskiego). Dopiero Sejm tej
kadencji, za rządów SLD i PSL, odziedziczywszy nie dopracowane projekty
konstytucji, rozszerzył prawo inicjatywy ustawodawczej na grupę co
najmniej 500 tys. obywateli. Głosowały za takim rozwiązaniem SLD, PSL
oraz KPN, Unia Wolności i BBWR były przeciw, a Unia Pracy wstrzymała
się od głosu. A więc to my daliśmy możliwość wypowiedzenia się w
sprawie konstytucji partiom, które nie weszły do parlamentu, nie
naruszając treści artykułu mówiącego, iż Zgromadzenie Narodowe kieruje
wszystkie projekty do komisji, a komisja przyjmuje projekt konstytucji
w formie tekstu jednolitego.
Tego, co
dał Sejm, tego, co dał Senat, nie wolno dzisiaj w przemówieniach
politycznych, m.in. pana Krzaklewskiego, nadużywać. Liczyliśmy na
konstruktywną rozmowę, na porozumienie. Tymczasem szansa, którą my
stworzyliśmy, nie jest wykorzystywana, a raczej jest wykorzystywana do
gry politycznej.
Teraz o
samym projekcie konstytucji. Po pierwsze, potwierdza on zasadę przyjętą
w 1989 r., w myśl której ˝Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym
państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości
społecznej˝. Opowiadając się za gospodarką wolnorynkową, stoimy na
gruncie przestrzegania zasad sprawiedliwości społecznej. W toku prac
Komisji Konstytucyjnej proponowano odejście od pojęcia ˝zasady
sprawiedliwości społecznej˝. Przytaczano przy tym różne argumenty, a
jednak dobre zapisy, lepsze niż w innych projektach konstytucyjnych, w
tym projekcie pozostały i każdy musi się do nich odnosić z uznaniem. Te
dobre zapisy w gruncie rzeczy wynikają z tego, że w trakcie prac
Komisji Konstytucyjnej wykorzystano skrzętnie, z uwagą każdy pogląd,
jaki tam był wygłoszony, czy była intencja, żeby go wygłosić, i na tej
podstawie stworzono projekt konstytucji, który jest w jakimś sensie
optymalny, bez wątpienia daleko idący do przodu w tym zakresie.
W
odniesieniu do zagwarantowanych praw socjalnych, pobudzających postawy
roszczeniowe, ograniczono w pewnym sensie zasadę bezpośredniego
stosowania konstytucji. Była bowiem obawa, że budżet państwa może być
narażony na zbyt duże obciążenia z tytułu zbyt swobodnego korzystania z
tych uprawnień. Jednak zgodnie z odpowiednimi artykułami, w granicach
określonych w ustawie, będzie można dochodzić prawa do minimalnego
wynagrodzenia, prawa do działań zmierzających do zapewnienia pełnego i
produktywnego zatrudnienia, prawa do wypoczynku oraz bezpiecznych i
higienicznych warunków pracy, prawa do zabezpieczenia społecznego,
prawa do opieki zdrowotnej czy egzekwowania ochrony praw lokatorów bądź
ochrony konsumentów. Projekt konstytucji w realistyczny sposób i zgodny
ze społecznymi oczekiwaniami gwarantuje podstawowe prawa socjalne
obywateli. Takimi postanowieniami projektu są zapisy art. 72, w myśl
którego władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokajaniu
potrzeb mieszkaniowych obywateli, a w szczególności przeciwdziałają
bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają
działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania.
Ujęcie tej dyrektywy polityki socjalnej władz publicznych jest znacznie
szersze niż zapisane w art. 47 projektu ˝Solidarności˝.
W
ostatniej części mojego wystąpienia chciałbym odnieść się do projektu
konstytucji z punktu widzenia małych i średnich przedsiębiorców. Mam
zaszczyt przewodniczyć Poselskiemu Zespołowi Prywatnych Przedsiębiorców
i Rzemieślników, w skład którego wchodzi 39 posłów ze wszystkich opcji
politycznych. Nasze uwagi i propozycje w postaci konkretnych zapisów
przekazaliśmy we właściwym czasie do Komisji Konstytucyjnej. Były one
konsultowane z organizacjami pracodawców i przedsiębiorców. Przyjęte w
projekcie konstytucji rozwiązania zapewne nie są optymalne dla
środowisk gospodarczych, ale na pewno są znacznie lepsze niż w obecnie
obowiązującej konstytucji. Można powiedzieć, że wypracowany consensus
między pracą a kapitałem, między zasadami sprawiedliwości społecznej i
interesami polskiej przedsiębiorczości, jest na właściwym poziomie. Z
punktu widzenia polskich przedsiębiorców chciałbym szczególnie
pozytywnie skwitować następujące zapisy w projekcie nowej konstytucji:
-
gwarancje ochrony własności (art. 19 i 62),
-
zapewnienie wolności działalności gospodarczej (art. 20),
-
gwarancje wolności zrzeszania się (art. 56) i tworzenia dobrowolnych
zrzeszeń (art. 12),
- zakaz
ograniczania wolności gospodarczej przez samorządy (art. 17),
- prawo
domagania się informacji o działalności organów władzy publicznej (art.
59), które umożliwia zwiększanie udziału organizacji obywatelskich w
procesie stanowienia prawa,
- prawo
do wynagrodzenia szkody, jaka została wyrządzona obywatelowi przez
niezgodne z prawem działania władzy publicznej (art. 74),
-
ograniczenie uznaniowości w stanowieniu podatków przez władzę
wykonawczą (art. 213),
- zakaz
zwiększania deficytu budżetowego przewidzianego w projekcie ustawy
budżetowej przygotowanej przez Radę Ministrów (art. 216 ust. 1),
- zakaz
finansowania deficytu budżetowego przez zaciąganie pożyczki w Narodowym
Banku Polskim (art. 216),
-
przyznanie inicjatywy ustawodawczej w zakresie zmiany ustawy budżetowej
oraz ustawy o zaciąganiu długu publicznego wyłącznie Radzie Ministrów
(art. 217),
-
ugruntowanie niezależności Narodowego Banku Polskiego od nacisków
politycznych (art. 223).
Jak na
tym tle wygląda fragment wystąpienia pana Mariana Krzaklewskiego?
Zwykle tutaj wielu mówców od razu na początku do tego wystąpienia
nawiązywało, a ja celowo postanowiłem do niego wrócić pod koniec,
dlatego że moim zdaniem to wystąpienie nie zasługuje na taką uwagę
Sejmu i Senatu, Zgromadzenia Narodowego. W sensie merytorycznym bowiem
jest to wystąpienie, które jeśli chodzi o argumentację, zawiera w sobie
mniej niż zero argumentów. To jest wystąpienie, z którym się nie da
dyskutować na płaszczyźnie konkretnych propozycji, konkretnych zapisów
do konkretnej przecież konstytucji.
Mianowicie w pewnym momencie pan Krzaklewski w
zakresie tym, o którym teraz mówię, wyraził się w sposób następujący:
Projekt parlamentarny omija zagadnienia gospodarki rynkowej - czytałem
państwu zapisy z projektu konstytucji dotyczące tej sprawy, a pan
Krzaklewski mówi, że projekt omija te kwestie, że nie są we właściwy
sposób pokazane - dając też dużo mniejsze gwarancje socjalne. Mówiłem
również o gwarancjach socjalnych. Jeżeli państwo w sposób konkretny
popatrzycie na projekt, który rozpatrujemy, oraz na to, co przedstawiła
nam ˝Solidarność˝ w projekcie obywatelskim, to naprawdę musicie dojść
do wniosku, że to, co się zebrało w naszym projekcie z siedmiu
propozycji ustawowych, to jest naprawdę dużo, to jest więcej niż
jakikolwiek z tych projektów pojedynczo miał w sobie.
Pan Krzaklewski pozwolił sobie również w pewnym
momencie, mówiąc o sprawach gospodarczych, na następujące
dopowiedzenie: Typ gospodarki projektowany przez konstytucję
solidarnościową jest zbliżony do rozwiązań zachodnioeuropejskich, zaś
typ gospodarki projektu parlamentarnego to coś na wzór struktur
zmierzających do ustrojów latynoamerykańskich, jakie obecnie bezwiednie
kształtują się niestety także w naszej części Europy. Otóż z tym się
nie da dyskutować, to jest mniej niż zero. Tutaj nie ma o czym mówić.
Tu nie ma płaszczyzny do jakichkolwiek konkretnych zapisów. To jest
obraza delegacji i upoważnień, które daliśmy związkowi zawodowemu
˝Solidarność˝ oraz panu Krzaklewskiemu, żeby miał prawo wystąpić na tej
trybunie i zgłosić konkretne propozycje do konstytucji.
Na koniec chciałbym to wystąpienie, które miało być
pozbawione elementów polemiki i elementów zbyt politycznych, zakończyć
jedną uwagą, jak gdyby na marginesie tej dyskusji. Otóż jeśli słucha
nas pan przewodniczący Krzaklewski, to chciałbym jednak również
podziękować mu - podziękować mu za jedną rzecz. Mianowicie jeszcze
kilka takich wystąpień pana Krzaklewskiego, a zapewne bez trudu wygramy
wybory. (Oklaski) Muszę państwu powiedzieć, że jak słuchałem, kiedy pan
Krzaklewski zachęcał do tego, żeby nie płacić podatków na ZUS i karać
emerytów za to, że łagodzimy ustawę antyaborcyjną, to już wtedy
zorientowałem się, że jest to duża szansa dla nas, żeby jak najczęściej
zabierał głos. Otóż to wystąpienie z tej trybuny niestety również jest
pozytywne w takim sensie, że słuchacze, ci, którzy obserwowali tę
debatę, mieli okazję wyrobić sobie zdanie, kto co ma do powiedzenia w
sprawach konstytucji polskiej. Dziękuję bardzo. (Oklaski).
Przejście do dokumentu głownego z posiedzenia Sejmu |